-

Godny-Ojciec : http://niepoprawni.pl/blogi/godny-ojciec

Kto jest atomem wodoru? – czyli Cywilizacja jak Słońce

 

 

Wewnątrz słońca nieustannie walczą ze sobą dwa żywioły. Pierwszym z nich jest siła grawitacji, która sprawia, że masa słoneczna dąży do zapaści w kierunku jej środka. Drugą jest energia powstająca podczas termojądrowej fuzji milionów atomów wodoru, która ogrzewa to ciało niebieskie wytwarzając wewnętrzne ciśnienie powstrzymujące grawitacyjny kolaps.

Równowaga tych sił sprawia, że od miliardów lat słońce trwa i jest stabilnym źródłem światła i ciepła.

 

Cywilizację w kierunku zapaści popycha rozrost biurokracji. Dobrze opisują go prawa Parkinsona. Skutki tego procesu są tak samo nieuchronne jak skutki grawitacji w odniesieniu do gwiazd.

Rolę atomów wodoru, dostarczających pozytywnej energii niezbędnej do przeciwstawienia się cywilizacyjnemu kolapsowi, pełnią uformowane na wartościach chrześcijańskich osoby (sprawiedliwi), które w codziennych sytuacjach życiowych swym odważnym czynem i moralnym świadectwem odpierają siły zniszczenia. Dzięki obecności i poświęceniu odpowiedniej liczby takich jednostek, Cywilizacja Łacińska jest stabilna i jak płonąca gwiazda również staje się źródłem światła. Mam tu oczywiście na myśli światło duchowe.

Niestety z przedstawionego modelu wynika, że wraz ze spadkiem liczby atomów wodoru powstaje coraz mniej energii potrzebnej do powstrzymania grawitacyjnego kolapsu. Deficyt ten sprawia, że gwiazda stygnie, a po przekroczeniu pewnej wartości granicznej gwałtownie zapada się w sobie. To samo grozi Cywilizacji gdy spada liczba jednostek wyznających (traktujących poważnie) wartości będące jej fundamentem etycznym. Poniżej pewnej „masy krytycznej” następuje cywilizacyjny kolaps lawinowo miażdżący wszystko i wszystkich. Wydaje się, że właśnie jesteśmy świadkami początków takiego zdarzenia i chyba już tylko interwencja Stwórcy jest w stanie zatrzymać nieszczęście.

 

W chwili obecnej obserwujemy przyspieszenie odchodzenia narodów od tradycyjnych wartości, na których zbudowana została nasza Cywilizacja. Mało kto jednak zauważa, że proporcjonalnie do skali odstępstwa postępuje zubożenie materialne tychże narodów. Aż dziwne, że tak mało ludzi dostrzega tę korelację. Wydaje się, że powszechny i trwały dobrobyt bez chrześcijańskich wartości etycznych w ogóle istnieć nie może!

Naród zawsze materialnie traci na swej demoralizacji. Jego część zwana biurokracją może na demoralizacji czasowo zyskać, tym więcej im bardziej odżywia się w sposób pasożytniczy. Biurokracja ma więc silną motywację (pokusę) żeby się demoralizować. Wewnątrz (społeczeństwa) powstaje sprzeczność interesów, która generuje wzrost entropii układu. Demoralizacja społeczeństwa rozbija więzi międzyludzkie przekształcając strukturę społeczną w amorficzną masę, którą łatwiej (wydajniej) i taniej jest eksploatować (rabować). Demoralizacja rozbijając więzi społeczne uwalnia łatwe do zawłaszczenia zasoby, które do tej pory stanowiły budulec tych więzi. Niestety nie są one odnawialne - w krótkiej perspektywie czasowej.

W miarę konsumowania i trawienia rezerw materialnych , biurokracja zmuszona jest krok po kroku, coraz bardziej uwalniać się od krępujących ją zasad moralnych, oraz wypełniać powstałą próżnię jakąś ideologiczną protezą. Ukoronowaniem demoralizacji jest Ateizm. Tylko ta religia potrafi uzasadnić i usprawiedliwić uprzedmiotowienie człowieka aż nawet do postaci surowca wykorzystywanego w produkcji przemysłowej.

Biurokraci, którzy nie mają jeszcze odwagi zaakceptować całej, satanistycznej wręcz, potworności ateizmu (nihilizmu), znajdują ideologiczny półśrodek w gender. Gender to rodzaj plastra na okaleczone sumienie, to bełkot przypominający borowinowe błotko przydatne na okłady uśmierzające cierpienie powodowane przez dysonanse poznawcze wynikające z konfliktu pomiędzy narastającym skorumpowaniem, a jeszcze żywym przywiązaniem do zdesakralizowanych już, ale nadal rozumianych tradycyjnie wartości, takich jak uczciwość, prawda, honor, miłość, dobro, piękno, sprawiedliwość...

W przypadku zwykłych ludzi przyswajanie genderowego bełkotu jest wciąż tylko kwestią bezrefleksyjnego snobizmu infekowanego medialną propagandą. Tym niemniej sprawia ono, iż deklaracje gotowości do poświęceń w obronie prawdziwych wartości osłabły już tak bardzo w Narodzie, że osobniki bardziej zaawansowane na ścieżce demoralizacji, których ja nazywam faszystami, zaczynają podejrzewać iż są to tylko puste gesty. Popycha ich to do intensyfikacji rabunku. Zachowują jednak ostrożność, gdyż nie mają całkowitej pewności co do prawdziwości własnego rozpoznania.

W tym samym czasie nas – uświadamiających już sobie że wtłoczeni zostaliśmy w stan uciemiężenia - kusi coraz bardziej, żeby zmobilizować jakąś nadzwyczaj okazałą demonstrację, wywołać pokojową rewolucję, która jednorazowym, krótkotrwałym i niestety bezrefleksyjnym wysiłkiem (romantycznym czynem) zmusi agresora-demoralizatora do odwrotu. Najlepiej ostatecznego.

Takie pomysły rażą swym infantylizmem. Tragiczne ich skutki są łatwe do przewidzenia. Demoralizatorzy pasożytujący na naszych zasobach już od dawna spodziewają się wybuchu społecznego i nawet czynią doń systematyczne przygotowania. Następuje cicha militaryzacja instytucji państwowych, koncentracja policji. Choćby poprzez likwidację małych komisariatów i umacnianie dużych. Reorganizacja sądów i prokuratury pod kątem spodziewanych ruchawek. Wprowadzono też niepokojące zmiany w prawie, zwłaszcza dotyczące zalegalizowania użycia sił obcych imperiów na naszym terytorium i rozszerzanie okazji do ingerencji w przestrzeń prywatną obywateli np. pod pretekstem zwalczania przemocy w rodzinie i ochrony „dobra dziecka”.

Demoralizator dobrze wie, że narwańców gotowych do demonstracyjnych poświęceń mamy jeszcze sporo w Narodzie, ale niestety nikomu nie wiadomo czy wciąż są oni wystarczająco przywiązani do wartości stanowiących fundament naszej Cywilizacji. Nam ta wiedza nie jest niezbędna, zamiast więc przyspieszać wybuch społeczny, który może tej wiedzy dostarczyć najbardziej zainteresowanym, lepiej będzie skoncentrować siły na ugruntowywaniu w świadomości Narodu faktu przynależności do Cywilizacji Łacińskiej, oraz właściwego rozumienia nierozerwalnego związku wartości jakie ona niesie, z tak pożądanym przez wszystkich uczciwych ludzi dobrobytem.



tagi: gender  biurokracja  faszyzm  cywilizacja łacińska  katolicyzm  fuzja wodorowa 

Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 09:21
15     536    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
PG @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 09:53

"Biurokracja ma więc silną motywację (pokusę), żeby się demoralizować". 

Biurokracja (pasożytnictwo, życie kosztem innych), ma, po pierwsze, nie tyle pokusę do demoralizacji, ile silną pokusę, by się rozrastać. Najpierw rozrost, potem demoralizacja.

Jej rozrost powoduje osłabienie wykorzystywanego organizmu. Oczywiście w interesie biurokracji jest, by ten stan rzeczy jak najdłużej pozostał nieujawniony, a sam organizm utrzymywany był w przekonaniu, że z nim wszystko w najlepszym porządku.

A teraz pozwolę sobie na pewne, dla wielu nieuprawnioną, podmiankę: w miejsce biurokracji podstawmy kapitalizm (taki jaki my, Polacy, znamy po 89 r., czyli totalną nierównowagę sił między zachodnimi nadwyżkami kapitałowymi a polskim głodem na kasę). Wbrew pozorom nie są to odległe pojęcia: epitetem najlepiej charakteryzującym biurokrację jest etatyzm, natomiast epitetem oddającym istotę kapitalizmu jest roszczeniowość polegająca na tym, że drapieżny kapitalista zrobi wszystko, każde świństwo, by jego standard życia nie obniżył się. To jest idealny wyróżnik drapieżnego kapitalisty od człowieka - człowiek dopasowuje swój standard życia do tego, co mu świat oferuje. Kapitalista dopasowuje świat do swoich oczekiwań i stąd patologie.

W zeszłą sobotę byłem świadkiem takiej oto sytuacji idealnie oddającej istotę rzeczy polskiej rzeczywistości postokrągłostołowej: rządy franczyzy nad humanizmem, czyli odgórnie zdefiniowany rytm kontra młodzież zmuszona pracować za 1500 w warunkach, które powinny być opłacane co najmniej dwa razy tak. 

W jednym z McDonaldów tłok ludzi (weekend, ładna pogoda), mnóstwo zamówień. I monitor pokazywał, że do odbioru jest zamówienie np. nr 74, a załoga nie nadążała i była gotowa dopiero z zamówieniem o 10 numerów wstecz (65 bodajże), realnie miała ok. 10 minut spóźnienia w stosunku do wskazań monitora (które i tak wskazywało, że długo trzeba czekać). W każdym razie załoga robiła głupią minę do złej gry twierdząc, że komputer się im zepsuł (wskutek tego na zamówienie czekało się ok. 45 minut, było ok. 55 osób czekających w momencie zapłaty). Być może się mylę, ale świadczy to o tym, że praca w McDonaldzie odbywa się na zasadzie myszy wsadzonej w kołowrotek: biegnij, bo jak nie biegniesz, to zginiesz, a rytm Twojej pracy wyznacza to, co zapoda komputer). Swoją drogą, ciekawy temat na reportaż. Nie muszę tłumaczyć wzburzenia klientów, wierzących w to, co pokazał monitor... Jak to? Przecież komputer pokazał, że moje zamówienie jest gotowe! (swoją drogą porażające jest, jak bardzo wierzymy elektronice...).

Degeneracja kapitalizmu polega na tym, że ilość chętnych do życia z kapitału jest zbyt duża w porównaniu z ilością chętnych do zaciągnięcia kredytudo tudzież podjęcia pracy. Skutkiem tego jest to, co dziś widzimy; b. wysokie oprocentowanie kredytu oraz ujemne odsetki za lokaty kapitałowe.

Kolejnym etapem pokracznego obecnie światowego globalnego kapitalizmu w obecnym wydaniu jest więc jego DEMORALIZACJA, by utrzymać stan posiadania. To się już zaczyna dziać.....

Tylko trzeba zrozumieć jedno: pasożytem jest każdy, kto żyje na koszt innych.

Jedynym środkiem chroniącym nas przed demoralizacją warstw uposażonych jest niezaciąganie kredytu na lichwiarskich warunkach, czyli ograniczenie wysokości zaciąganego kredytu tudzież rezygnacja z imputowanego nam rzekomo absolutnie niezbędnego minimum egzystencji materialnej.

Co to dla Polaków oznacza? Ano konieczność wylansowania tego, co piękne, a proste, tanie, funkcjonalne.... asceza zawsze w cenie.

Jednym z największych sukcesów prozachodnich manipulatorów po 1989 r. jest wmówienie nam, że KAPITAŁ=Dobro. Otóż nie. Dobro to odpowiednia zapłata za pracę. Kluczem musi być praca, a nie kapitał. Sam kapitał (zbyt wysoko oprocentowany i przez to niedostępny) jest źródłem patologii.

Kapitalizm trzeba budować od podstaw.

Dlatego praca do pewnego poziomu (na własne minimum, czyli te 500 PLN miesięcznie na członka rodziny) powinna być nieopodatkowana.

Wszystko inne zżera biurokracja.

zaloguj się by móc komentować

PG @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 10:14

"Mało kto jednak zauważa, że proporcjonalnie do skali odstępstwa postępuje zubożenie materialne tychże narodów."

Przez ostatnie 30 lat wylansowano w Polakach popyt na rzeczy, których nigdy racjonalny człowiek by nie kupił za cenę, za jaką są one nam oferowane.

Pomińmy używki, skupmy się na odzieży:

Gdy w latach 1993-95 pojawiły się pierwsze w Polsce sklepy z oryginalnymi zachodnimi jeansami (być może pojawiły się wcześniej, ale mnie nie było na takie jeansy stać), poraziła mnie różnica w jakości. O ile zwykłe dżinsy po roku, góra po półtora, nie trzymały fasonu, leżały jak szmata i przecierały się, o tyle Levisy czy Lee potrafiły wytrzymać 3 lata i nadal wyglądać atrakcyjnie.

Przyzwyczaiłem się. Polubiłem. Pokochałem.

Od tego momentu przez ponad 15 lat kupowałem tylko te jeansy. Z czasem coraz mniej, ale byłem im wierny.

W 1995 r. (pamiętam, jak dziś) za parę jeansów płaciłem ok. 80 PLN, dziś ta para jeansów kosztuje jakieś 280 PLN. Pensja moja w 1994 r. wynosiła ok. 700 nowych PLN na rękę (i była to, jak na ówczesne czasy, naprawdę dobra pensja, patrząc na to, jaka była średnia krajowa), powiedzmy że cena spodni jest proporcjonalna do dzisiejszej średniej pensji (ok. 2500 na rękę dziś). I wtedy, i dziś para firmowych jeansów kosztowała nieco więcej niż ok. 10% dochodów netto.

Jednakże - nie wiem, czy to tylko moje subiektywne przekonanie, czy też więcej osób to zauważyło - jakość materiału przez te 22 lata drastycznie się obniżyła. Jeansy firmowe przecierają się 3x szybciej niż trzy lata temu. Jednocześnie w hipermarketach dostępne są (pal licho fatalny krój) jeansy w cenie 65 PLN, niefirmowe, nie tak dobrze skrojone, ale samą jakością dorównują tym ze znaczkiem Levi Strauss czy Lee.

Ostatnio widziałem stojące obok siebie w kolejce do kasy dwie osoby. Osobę młodą (powiedzmy: studentkę - widać, że ubraną w Tesco, skromnie, ascetycznie): szczupłą, uśmiechniętą, atrakcyjną. Gdyby ją ubrać w jeansy Levi Strauss, mogłaby od razu iść na wybieg jako modelka. Jedynym maknamentem było to, że te spodnie z Tesco trochę na niej wisiały. W jej koszyku były zakupy o wartości kilkunastu złotych: głównie jogurty i warzywa. Zapłaciła gotówką, dobierając drobniaki.

Za nią w kolejce stała osoba w wieku ok. 50 lat. Wartość rzeczy, które miała na sobie, wskazywała na to, że nie żałuje na odzież i wygląd. Solarium, szczupła sylwetka (jak na swój wiek bardzo szczupła osoba), markowe rzeczy. W koszyku zakupy o wartości kilkuset złotych. Na taśmie do skasowania słodycze, wódka, wino, czipsy, mnóstwo kolorowych opakowań, a przy kasjerce wyartykułowana prośba o 5 paczek Vouque light mentolowych. Złota karta kredytowa. Cera przepalona nikotyną.

Trudno to porównywać. Trudno powiedzieć, że asceza bezaplacyjnie wygrywa z wysokim poziomem konsumpcji, gdyż ta młoda osoba po prostu była o 25 lat młodsza, a młodość jest atrakcyjna sama w sobie.

Jednak tę ascezę można w sobie pielęgnować aż do starości i nie dać się imputowanej nam konsumpcji. To jest jedyna droga i sposób na to, by się nie zagubić.

zaloguj się by móc komentować

PG @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 10:20

Co się dzieje w typowej zachodniej firmie, nastawionej na szybki zysk, gdy sprzedaż, która od kilku lat znajdowała się na ustabilizowanym satysfakcjonującym dyrekcję poziomie, nagle spadnie o 10%?

Ano dyrektor od Excela świruje i nie śpi po nocach, bo mu przepadnie premia i wczasy na Seszelach. I nie szuka przyczyn, lecz redukuje stan załogi o 15%, by wykazać nadwyżki,

A co się dzieje, gdy polskiej małej rodzinnej 1- lub 2-osobowej firmie obroty spadną o 30%? Ano nic. Po prostu w danym roku nie będzie wczasów zagranicą, lecz kąpiel w chłodnym Bałtyku. I wszystkim to wyjdzie na dobre, a najbardziej polskiemu PKB.

zaloguj się by móc komentować

Godny-Ojciec @PG 6 czerwca 2017 10:14
6 czerwca 2017 10:25

Żeby asceza nas nie zabiła musimy ją świadomie wybrać. Żeby wybrać trzeba mieć wybór. Nie da się pokochać nieuchronnej konieczności życia w biedzie. Widzę to na przykładzie moich dzieci. Porządają bubli rozmaitych bo inne dzieci mają, reklamują, rywalizują, dowartościowują i kompensują swoje braki gadżetami. Bardzo trudno jest wychować dzieci w dzisiejszych czasach, nauczyć odmawiania sobie wchodzenie w posiadanie niepotrzebnych do niczego gadżetów. Strasznie dużo czasu poświecamy z żoną na radzenie sobie z tymi problemami. Mamy wiele sukcesów którymi moglibyśmy sie podzielic z innymi ale inni nawet nie rozumieją o co chodzi. Po prostu gonią gdzieś i zostawiają nas w tzw tyle...

zaloguj się by móc komentować

PG @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 10:41

"Nie da się pokochać nieuchronnej konieczności życia w biedzie. Widzę to na przykładzie moich dzieci. Porządają bubli rozmaitych bo inne dzieci mają, reklamują, rywalizują, dowartościowują i kompensują swoje braki gadżetami." 

Istnieje asceza i istnieje bieda. To nie są tożsame pojęcia.

Widziałem uczniów, których nie stać było na wycieczkę szkolną (jak twierdzili rodzice), a którzy codziennie kupowali czteropaka Snickersów i się objadali nimi. Plus obowiązkowa pepsi-cola w pakiecie. Oczywiście próchnica totalna.

Znałem kobietę w RFN, która odziedziczyła po rodzicach (świetnie prosperująca piekarnia w czasie II w św.) pokaźny kapitał, a żyła skromnie, jak pan Bóg przykazał. Zakupy w Aldi ("mehr brauche ich doch nicht", czyli "więcej mi przecież nie potrzeba"), wczasy zawsze raz w roku w tym samym skromnym pensjonacie nad Ostsee, do 65 r. ż. pracowała zawodowo w biurze za skromną pensję, za to fundnęła sobie pewne akcesoria zdrowotne: raz na dwa dni basen, poza tym dobrą opiekę lekarską do późnej starości i pewne ułatwienia poprawiające jakość życia: całodobową opiekunkę na starość, ale dopiero gdy miała powyżej 80 lat.

Dzieciom nie możemy zabronić tego, co kolorowe. Z tym, co świat ma do zaoferowania, na wstępie nigdy się nie wygra. Dzieci same muszą uznać, że mają przesyt. Że lans i jakość materialna to ślepa uliczka i że to do niczego nie prowadzi.

My -rodzice- sami musimy im pokazać, że są inne, ważniejsze rzeczy (spacer, czas, radość ze spotkania, prostota, uczciwość). I dzieci te "nasze" wartości przejmą z czasem jako swoje. Rąk nie ma co załamywać nad tym, że w wieku wczesnoszkolnym pożądają nutelli i śmiejżelków, a w wieku nastoletnim - smartfonów i markowych ciuchów. To akurat normalne. Wzrok pożąda tego, co kolorowe.

Oczywiście pewien odsetek zawsze będzie nieprzygotowany i przegrany dla konsumpcji i na to trudno cośkolwiek poradzić.... ale tak było zawsze.

Społeczeństwo polskie powoli zaczyna się różnicować po amerykańsku: konsumeryzm=brak troski o zdrowie=otyłość=niska świadomość ogólna. Edukacja, a w dalszym planie samorealizacja zawodowa zamiast ślepego parcia na kasę z kolei to priorytety ludzi o wyższej świadomości. Jeszcze kilkanaście lat, jeszcze trochę mieszkań na wynajem inwestorzy wybudują, a ceny najmu spadną (wciąż są horrendalne) i mało kto będzie zakłądał sobie pętlę kredytową na głowę i nikogo kasa i zarobkowanie ruszać nie będą. Atrakcyjne stanie się to, co powinno być atrakcyjne, czyli osobowość, wypoczynek, empatia międzyludzka.

Na razie jako społeczeństwo jesteśmy wciąż na etapie przyśpieszonego nadrabiania materialnych braków 40 lat komunizmu.... ale ludzie, którzy dziś mają po 20 lat (a często wyszli z dość dobrze doposażonych rodzin) często już dziś mają przesyt i na samym wstępie machają ręką na robienie pieniędzy, idąc w to, co ich interesuje.

zaloguj się by móc komentować

Czepiak1966 @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 14:08

Godny - Ojcze, fantastyczny tekst, już na początku zacząłem kopiować zdanie, do którego chciałbym się odnieść, ale za chwilę do mnie dotarło, że musiałbym skopiować całą notkę i zdanie po zdaniu coś napisać. Więc generalnie odpowiem: czytając Pański tekst przypomniała mi się taka sytuacja - miałem chyba 16 lat ( ok. 1982 ): moi rodzice w sobotnie popołudnie grali w brydża z małżeństwem sąsiadów i przy jakieś okazji sąsiad ( sprowokowany gadką z telewizora ) powiedział, że NA CAŁYM ŚWIECIE były wspólnoty jaskiniowe, potem było niewolnictwo, później feudalizm,  potem kapitalizm, i przez komunizm też WSZYSCY muszą przejść. Po 1989 trochę o tym zapomniałem, ale mam wrażenie, że ta bestia nie odpuści.

Dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

PG @Czepiak1966 6 czerwca 2017 14:08
6 czerwca 2017 15:39

Komunizm jako system to totalny badziew, bo nie ma żadnego przełożenia pomiędzy wysiłkiem jednostki a jej zarobkami. Komunizm premiuje miernotę: nie opłaca się wychylać i szarpać się - lepiej wychodzą ci, którzy obserwują trendy i je właściwie obstawiają.

Komunizm premiuje chorągiewki, przetrąca osobowościom kręgosłupy.

A trudno oczekiwać od jednostki wysiłku, jeśli i tak owoce jej zintensyfikowanej pracy zasilają wspólny portfel. A większość - wiadomo - chce natychmiastowej konsumpcji i jest leniwa. I to niezależnie od natury danego narodu: po prostu komunizm tego typu mechanizmy premiuje i zmusza naród do stania się takim właśnie bezwolnym, mamałygowatym. Kapitalizm natomiast nawet z leniwego narodu jest w stanie iskrę poświecenia wykrzesać.

Zdrowy kapitalizm (nie mowię tutaj o polskim bananowym kapitaliźmie ostatnich 20 lat, który jedynie nielicznym dał realną szansę dorobienia się i zdobycia niezależności, a resztę uzależnił od pracodawcy) to system, w którym, jeśli się sprężysz, coś tam sobie możesz zafundować. Po części nawet w polskich realiach (Warszawa, niektóre większe miasta).

Rozwinięty kapitalizm to system, w którym jednocześnie możesz nieco odpuścić i żyć na pewnym średnim poziomie, który nie angażuje Twoich wszystkich sił na zarobkowanie i pozwala Ci odpocząć / zająć się innymi rzeczami, a przy tym nie skazuje Ciebie na biedę. Ot, idealny system dla ludzi, którzy wiedzą, na co wydawać kasę.

Polskie dzisiejsze realia to często (zwłaszcza na prowincji) niewolnictwo etatu: albo robisz, co Ci każą, nie marudząc i nie wybrzydzając (i masz te dwa pińcet na rękę gwarantowane, ale nic poza to), albo radź sobie sam i po dwóch latach albo Ci się uda (jeśli jesteś szczęściarzem), albo zostajesz sam sobie rzucony na pożarcie wolnemu rynkowi / Urzędowi Skarbowemu / ZUS-owi (comiesięczna obowiązkowa pańszczyzna w wysokości 1150 PLN to - jak twierdzę - morderstwo na raczkującej przedsiębiorczości, za które kiedyś ktoś beknie).

zaloguj się by móc komentować

PG @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 15:49

Co do Ateizmu: wyróżnić tutaj trzeba dwie postawy:

1) ateizm antyteistyczny (nurt antyreligijny "zwalczać religie!"), z którym ściśle wiążą się takie postawy jak degeneracja moralna i konsumeryzm) od agnostycyzmu (z którym wiąże się równość w podejściu do różnych religii i postawy ateistycznej). 

2) Ateizm agnostyczny ("nie wiem, czy Bóg jest, ale nie wiem także, czy go nie ma, więc nie przeczę jego istnieniu") jest najwyższym wytworem cywilizacji europejskiej (najmniejszy wspólny mianownik dla wszelkich postaw), o ile się nie staje ateizmem wojującym z religią.

Bliższy mi agnostyczny ateizm, niż fundamentalizm.

Ale bliższy mi fundamentalizm (przynajmniej ten znany mi w katolickim wydaniu, nie mówię tutaj o fundamentaliźmie islamskim, bo ten jest po prostu nam wrogi), niż ateizm antyteistyczny.

zaloguj się by móc komentować

PG @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 15:55

Paradokalnie w polskich realiach genialnym probierzem pozwalającym odróżnić ateizm agnostyczny od antyreligijnego ateizmu jest postawa wobec tzw. "miesięcznic" Kaczyńskiego.

Agnostycy mówią: "Nie wiem, po co Kaczyński to robi, ale w demokracji ma prawo to czynić, co uważa za słuszne, więc póki nikogo nie napastuje fizycznie, niech sobie je nadal organizuje. On po prostu dąży do wyjaśnienia prawdy najlepiej, jak potrafi".

Antyteiści mówią: "Oszołom, psychopata, który na tragedii brata i bratowej chce dorwać się do władzy!!! Jaka prawda? Tu chodzi tylko o interes polityczny!" 

Cywilizacja Łacińska nie ma nic wspólnego z ateizmem wojującym (antyteizmem).

Z kolei ateizm agnostyczny jest integralnym elementem CŁ.

Myślę, że takie rozróżnienie ma istotne znaczenie.

zaloguj się by móc komentować

PG @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 16:02

"Tylko ta religia (czytaj: biurokracja) potrafi uzasadnić i usprawiedliwić uprzedmiotowienie człowieka aż nawet do postaci surowca wykorzystywanego w produkcji przemysłowej".

 

Genialne zdanie. W przenośni i dosłownie.

Stąd tak silne dążenia "biurokracji" do zalegalizowania handlu narządami wewnętrznymi (domniemanie dopuszczalności pobrania narządów, redukcja wymogów formalnych przy stwierdzaniu śmierci mózgowej).

Świat bogaty (także islamscy szejkowie, bądźmy szczerzy) za narządy potrafi dobrze zapłacić..... do tego właśnie prowadzi odrzucenie Boga. Do całkowitego uprzedmiotowienia człowieka. Ja chcę żyć, więc - w czystych rękawiczkach - płacę za młodą nerkę. A nie interesuje mnie w jaki sposób zostanie ona pobrana (de facto godzę się na to, że z jednej z ulic Bangladeszu czy Pakistanu, a może polskiej Ściany Wschodniej, zostanie zabrane przypadkowe dziecko nad wiek wyrośnięte i dzień później obudzi się z pokątnie wykonanej narkozy, lżejsze o jedną nerkę).

To na razie wciąż science fiction (i oby tak pozostało), ale to jest bezpośrednia pochodna kultu długowieczności za wszelką cenę i legalizacji handlu narządami.

zaloguj się by móc komentować

PG @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 16:36

"Następuje cicha militaryzacja instytucji państwowych, koncentracja policji. Choćby poprzez likwidację małych komisariatów i umacnianie dużych. Reorganizacja sądów i prokuratury pod kątem spodziewanych ruchawek. Wprowadzono też niepokojące zmiany w prawie, zwłaszcza dotyczące zalegalizowania użycia sił obcych imperiów na naszym terytorium i rozszerzanie okazji do ingerencji w przestrzeń prywatną obywateli np. pod pretekstem zwalczania przemocy w rodzinie i ochrony „dobra dziecka”"

 

Byłbym ostrożny w stwierdzeniu, że obecna polityka polskiego rządu to co najwyżej działanie dobrze opłaconego zarządcy w interesie pozostającego poza kulisami widzenia oprawcy. 

 

Natomiast genialna jest diagnoza genderowskiego bełkotu / konsumeryzmu i powiązanie go z biurokracją jako zrakowaciałą naroślą.

zaloguj się by móc komentować

Godny-Ojciec @PG 6 czerwca 2017 16:36
6 czerwca 2017 17:15

"Następuje cicha militaryzacja instytucji państwowych, koncentracja policji. Choćby poprzez likwidację małych komisariatów i umacnianie dużych. Reorganizacja sądów i prokuratury pod kątem spodziewanych ruchawek. Wprowadzono też niepokojące zmiany w prawie, zwłaszcza dotyczące zalegalizowania użycia sił obcych imperiów na naszym terytorium i rozszerzanie okazji do ingerencji w przestrzeń prywatną obywateli np. pod pretekstem zwalczania przemocy w rodzinie i ochrony „dobra dziecka”

Ten tekst powstał za rządów PO i prezydentury Komora. PiS odkręca niektóre sprawy zwłaszcza jeśli idzie o dekoncentrację komisariatów policji. Co do sądów i prokuratury to na razie tylko się odgraża że zlikwiduje "kastę"

zaloguj się by móc komentować

Godny-Ojciec @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 17:23

"Tylko ta religia (czytaj: biurokracja) potrafi uzasadnić i usprawiedliwić uprzedmiotowienie człowieka aż nawet do postaci surowca wykorzystywanego w produkcji przemysłowej".

 

Tak na prawdę nie ma żadnego ateizmu. Jest tylko satanizm z różnymi maskami. Satanizm peogramowo uprzedmiotawia cielesność człowieka żeby go przerazić i poprzez to skupic całą jego uwagę na sprawach cielesnych, doczesnych. Zapominamy wtedy, że w ogóle istnieje jakaś duchowość więc wartość naszej duszy spada do zera. Bo wartoość jest zjawiskiem subiektywnym powstającym w każdym z nas.

zaloguj się by móc komentować

PG @Godny-Ojciec
6 czerwca 2017 18:25

Zgodzę się, że stawianie na cielesność w wydaniu, w jakim to uskutecznia obecna popkultura, to droga donikąd.

Że to instrument służący do uprzedmiotowienia kobiety (a pośrednio także i mężczyzny). Przypuszczam, że lansowanie takich postaw jak Madonna swego czasu czy Ariana Grande (połączenie dość jawnego obscenicznego seksizmu ze skądinąd atrakcyjnym scenicznie występem wokalno-tanecznym) jest działaniem planowym, bo wizualnie budzi instynka wiadome. Inna sprawa, że żaden szanujący się artysta nie pozuje półnago na scenie, bo wiadomo, że to jest niedozwolony środek dopingowy i działa głównie wtedy, gdy deficytów wokalnych zatuszować inaczej nie sposób albo publika nie dopisuje. A kto u nas nie ma oporów, by tak pozować? Np. Doda. Problemem nie jest jednak młodość (jak świat światem młodość łączy się z dążeniem do uzewnętrznienia atrybutów przejściowych), lecz to, że ktoś to dążenie wykorzystuje i je lansuje, miast je przyhamować, jak Bóg przykazał, bądź spuścić do telewizji regionalnej. Zresztą nbez przesady, aż taka dobra Doda wokalnie wcale nie jest, a w kwestii rozbieranek też są w tym kraju odważniejsze jednostki.

Zgadzam się, że zdziecinnienie mediów (kult młodości, przejawiający się tym, że średnia wieku spikerek jest niższa niż 30 lat (autentyk z czasów przełomu w III RP) jest najlepszym dowodem tego, że gdzieś tam komuś zwichrował się wihajster. Kolejny dowód: bezrobocie wśród kobiet po 50-tce czy brak ról dla aktorek po 40-tce. 

Istnieje też druga strona tego zjawiska: tutaj akurat winę ponosi chyba druga strona: wymazanie wszystkiego, co cielesne, z rzeczywistości (a fe, to grzech!), wskutek czego wykastrowano człowieka z tego, co także o jego naturze stanowi. Bo jesteśmy przecież nie z plastiku, aleśmy trójdzielni, tzn. piekielni, czyśćcowi i boscy, jak pięknie rozmawiał z artystką artysta:

https://www.youtube.com/watch?v=UAZ1Cg1OvqI

Jednakże - choćby dla wychowania dzieci - psychicznie strawniejszy i dla wszystkich bardziej akceptowalna jest pewna powściągliwość obyczajowa (zresztą nie ma nic bardziej seksi, niż atmosfera surowego anglikańskiego drylu obyczajowego i zamek błyskawiczny zapięty po samą szyję) niż kapanie nagością z każdej strony.

Co do agnostyzmu, Prezydent Kwaśniewski jednoznacznie się wypowiada, że jest agnostykiem. Jakoś nie przeszkodziło mu to być akceptowanym przez 2/3 Polaków (przynajmniej do czasu, aż nie zaczął się popisywać umiejętnościami wchodzenia do auta od strony bagażniku). Ateistów natomiast nie znam.

Tak jak w tym kawale:

Przychodzi ateista do św. Piotra i wali w drzwi.

- Ktoś Ty? - pyta św. Piotr o północy.

- Ateista....

Zafrasował się św. Piotr, bo w instrukcji od Szefa nie ma wytycznych w tej kwestii...no ale biedak marznie, grzecznie stoi i nie hałasuje, więc żal mu się zrobiło i budzi Szefa po północy:

- Szefie, Szefie....

- Czegu??/?!!! - pyta zbudzony Stwórca, który przecież nade wszystko ceni sobie zdrowy sen. - Kto tam znowu???

- Szefie, mam problem.... przyszedł Ateista. Co mam zrobić?

Szef zafrasował się, pomyślał, podrapał po brodzie, i odrzekł na odchodnym, kładąc się na drugi bok:

- Powiedz mu, że mnie nie ma.

zaloguj się by móc komentować

Godny-Ojciec @PG 6 czerwca 2017 18:25
11 czerwca 2017 15:50

Agnostykami się zwą szatany :)

Czyli że co? Fundują swój światopogląd wyłącznie na autorytetach? Nie wierzę w coś takiego jak agnostycyzm. To jest kolejna intelektualnie pusta maska wydmuszka wydumana jak ateizm, mająca zakryć istotę rzeczy czyli satanizm przed oczami widza.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować